31.12.2012

2013, bądź lepszy!


       Ostatnie poprawki, ostatnie przeglądanie torby i wybywam! Pierwszy raz w życiu (pomijając imprezki sylwestrowe w groni rodzinnym z małymi kuzynami) idę na prawdziwą imprezę sylwestrową -> my lovely big brother postanowił zlitować się nade mną i zabrać mnie ze sobą do kumpli (oczywiście, będą jakieś dziewczyny) - ma cudownych kumpli. Jezu, chyba mi już bije...
       Powinnam przejść zgrabnie do postanowień noworocznych, ale nawet się nie łudzę, że jakieś zrealizuję. Bo co roku jest to samo. Miałam już schudnąć, zacząć uczyć się hiszpańskiego, być milsza dla otoczenia, schudnąć, schudnąć, schudnąć... A co z tego zrobiłam? Hiszpański rzuciłam po pół roku, moich kontaktów z osobami trzecimi też można się przyczepić, o dietach nie wspominam... Tak więc moim postanowieniem noworocznym jest brak postanowień. Amen.
       Z okazji Nowego Roku składałam życzenia wspólnie z bożonarodzeniowymi, dlatego nie będę się powtarzać. Po prostu szczęśliwego Nowego Roku, no i zajebistego fajnego sylwestra. Niech ten rok będzie lepszy. Błagam.

Usunęłam białe okruszki. Patrząc na pogodę za oknem zaczynam wątpić w istnienie śniegu. 
24.12.2012

All I want for Christmas is...


       Dokładnie 5 miesięcy temu założyłam tego bloga, było ciepło, słonecznie. Teraz jest zimno, za oknem deszcz. I święta. Ha!, jak to szybko zleciało. Przyszły semestr mógłby jednak zwolnić, wolałabym uniknąć kwietnia...
       Ale nie będę zatruwać Wam życia szkołą, wspomnę tylko, że w tym roku przeżyłam chyba najgorsza wigilię klasową w historii. Nie dość, że bez wychowawczyni (kij z tym, że to ostatni rok w gimnazjum), to jeszcze słuchając "I follow you" zamiast kolęd. Oczywiście sprzeczać się z kimkolwiek nie było sensu, tak więc beznadziejna wigilia zmieniła się w całkiem niezłą dyskotekę. W galowych strojach i z opłatkiem w ręku.
       Dostałam za to piękne życzenia od mojej koleżanki, z którą swoją drogą nigdy nie miałam większego kontaktu, pomijając wymianę kilku zdań w szkole. Nie zacytuję tu wszystkiego, jedynie ten kawałek: "Spełnienia prawie wszystkich marzeń. Niech Ci parę zostanie, bo życie bez marzeń byłoby bez sensu." I tego właśnie chciałabym Wam życzyć jak i z okazji świąt, ale także na nowy rok. Życzę Wam też spokoju, radości, zdrowia, szczęścia, pomyślności, sukcesów w życiu prywatnym, zawodowym, uczniom - żeby przeszli z klasy do klasy z najwyższym wyróżnieniem, kończącym gimnazjum - świetnych wyników na egzaminie (tego życzę też sobie), maturzystom - zdania matury w 100%, studentom - chęci i wytrwałości. 
       Mogłabym tak pisać w nieskończoność, ale pewnie i tak już trochę zanudzam. 
       
       Chciałam dodać "słitaśne" zdjęcie choinki, którą sama ustroiłam, jednak kabel USB z telefonu diabli wzięli. Szkoda :(


Merry Christmas everyone.
19.12.2012

Lick the snow from my eyes



       Idą święta. Ulubione powiedzonko mojego kolegi z ławki naprzeciwko, którym za to ja zadręczam babcię. Wszędzie widać tysiące okrągłych Mikołajów, renifery, sanie, prezenty, ogólnie jakoś tak czerwono, ciepło i uroczo, na dodatek w radio ciągle "Last Christmas" (już od listopada). Nie czuję tego jednak. Odkąd wiem, co dokładnie dostanę pod choinkę święta zaczynają tracić dla mnie sens. Jedyne, co pozostaje, to wolne od szkoły i spotkanie z rodziną, której od zeszłych świat nie widziałam. Niby jest nastrój, ale to już nie to samo...
       Wręcz muszę się Wam pochwalić. Pamiętacie może, jak wypominałam sobie lenistwo? Właśnie dzisiaj skończyłam porządki świąteczne w swoim pokoju. Zajęło mi to prawie tydzień (sprzątałam w przerwach między szkołą, zadaniami i spaniem), ale w końcu mogę powiedzieć, że jestem z siebie dumna. Pozbyłam się tez okropnej kolekcji uroczych figurek piesków i kotków (Tak, mam 15 lat!). Hurra, ja!
       
       Notka o niczym, pewnie dlatego, że w moim jakże nudnym życiu nie dzieje się nic interesującego. Nie ma czasu się dziać, biorąc pod uwagę fakt, że są roraty, na które każdy szanujący się bierzmowaniec w mojej parafii musi chodzić. Byle do piątku.

I taka tam mała anegdota. Widzicie ten śnieg? Mniej więcej tak to wyglądało, gdy ja i mój brat mieliśmy wypadek samochodowy. Nic się nam nie stało, czego nie można powiedzieć o samochodzie taty. Słupek Zima zaskoczyła kierowców.
2.12.2012

# Trzeci beztytuł


       Wbrew pozorom strasznie trudno jest ruszyć tyłek i zrobić ze sobą porządek. I z pokojem. Bo o ile nabiorę motywacji po obejrzeniu kolejnego odcinka "Perfekcyjnej Pani Domu", to później nagle pojawia się tyle rzeczy, które muszę zrobić natychmiast - sprzątanie nie zając, nie ucieknie.
       Chciałabym być księżniczką, taką z tych bajek Disney'a. Całymi dniami leżeć do góry brzuchem, nie robić nic, tylko zajadać się czekoladą milki, sushi i pizzą z owocami morza, martwiąc się jedynie tym, czy zapnę na sobie suknię na piątkowy bal. Serio, choć to brzmi trochę śmiesznie z ust "zbuntowanej" (zdaniem mojej babci) piętnastolatki. Albo nie? W każdym bądź razie nie urodziłam się w rodzinie królewskiej, nie mam na co dzień surowej ryby i nie zakładam sukien, a zmartwień i problemów mam po czubek głowy. Gdyby mi się jeszcze chciało, tak jak mi się nie chce...
       Jestem na siebie wściekła. Bo przez ten weekend mogłam zrobić tak wiele. Dlaczego nic nie zrobiłam? Ha!, bo jestem śmierdzącym leniem. 
20.11.2012

Mówcie mi "Kłamczucha"

Nie wyśmiejcie za tę piosenkę, ale serio ja lubię. Choć totalnie do mnie nie pasuje.


       Oglądałam dzisiaj kolejny odcinek PLL, z racji tego że znalazłam odrobinę czasu między nauką a nauką.  I zdałam sobie sprawę z tego, jak często kłamię.  
       Słyszałam, że kłamanie może nieźle wejść w nawyk, ale takich rzeczy się u siebie nie zauważa. No bo ręka do góry, kto z Was liczy ile razy skłamał, i czy czasami nie stało się to nałogiem. Nałóg, mocne słowo. A jednak.
Matko, ja notorycznie kłamię. I to nie tylko z takich powodów, że gdy ktoś pyta "co tam?", ja odpowiadam "dobrze..". Bo tak to chyba każdy kłamie. Ale inne pytania... "Jak wyglądam?", "Co robiłaś?", "Gdzie to kupiłaś?", "Ile za to dałaś?", "Na pewno nie masz nic przeciwko?", "Jak tam w szkole?", "Jakieś oceny?" itd.. Chaba zacznę liczyć, ile razy dziennie mówię coś niezgodnego z prawdą. To tak, jakbym miała podwójną osobowość. Jedna - dla wszystkich, ta fajna i bez problemów, druga - dla mnie, na skraju depresji, której lepiej nie zostawiać samej w piątkowe wieczory. 
       Spójrzmy prawdzie w oczy. Chyba tylko na tym blogu jestem sobą, ta prawdziwą. Tutaj nie kłamię, chociaż i tak nie mogę tego w żaden sposób udowodnić. 

Tak, to kolejna notka z serii "Moje życie jest do dupy i wręcz muszę wam zawracać głowy takimi debilizmami". Dziękuję za uwagę.


13.11.2012

Nie bądź jeleń, weź paragon!


Mmmm, pierwszy dzień próbnych testów.


       Nie stać mnie na nic wartego uwagi, pewnie jakaś sensowna notka pojawi się w czwartek lub piątek.
Swoją drogą, kto jeszcze chodzi do III gimnazjum? Jak poszły testy, Kochani?



6.11.2012

Dziewczynka z problemami


       Idzie niespełna piętnastoletnia dziewczynka, wyglądająca co najmniej na około 19 lat. Uśmiecha się uroczo do mijanych facetów, do tego co na haju skończył gimnazjum w wieku osiemnastu lat też. Patrzy na nią, uśmiecha się lekko, popijając piwo z butelki, siedząc na krawężniku. Ale ona nie staje, choćby chciała,  bo idzie do niego. Idioty, który obiecywał miłość, raj na ziemi. Gdy dotarła znowu zrobił to samo. Powiedział szybkie spie*dalaj, po czym odwrócił się i odszedł. Znowu.
       Wyszło co wyszło. Znajdziesz lepszego, mała. Bez wad, troskliwego. Ona wraca już na chłopców nie zerkając. Płacze, załamana, choć przyjaciele ostrzegali przed takimi debilami. Byli przy niej, radzili, pocieszali po każdym jego odejściu. Była gotowa na coś nowego, na prawdziwą miłość, ale coś ciągnęło do niego. Wszystko wybaczyła, o wszystkim zapomniała. O przyjaciołach też. Znowu się uśmiecha.
       Z nadzieją patrzy w przyszłość. Przy nim.
       Znalazł zabaweczkę, która leci na każde zawołanie. Koleś z krawężnika uśmiecha się pod nosem. Szmata, nieźle się dobrali. Ciekawe na jak długo.

Nie masz przyjaciół, kochana? Jaka szkoda. Komu będziesz się żalić, przy kim łzy wylewać?
   To oni mnie zostawili.
Tak sobie to tłumacz, skarbie.
Mówią na nią Zosia Samosia. 

25.10.2012

Witaj w dżungli


       Żal mi mnie i tego, że nie potrafię znaleźć czasu na napisanie jednej krótkiej notki. Odrobinę się zapuściłam, zresztą teraz nie mam czasu prawie na nic, co nie jest związane ze szkołą bądź kościołem. 
       Wszyscy, dosłownie wszyscy mówili, że trzecia klasa to nie przelewki, że egzaminy, że szkołę trzeba wybrać... Ale aż tak?! W tym miesiącu to już totalne przegięcie. Nie dość, że tu projekt, tu sprawdziany, próbne testy zbliżają się wielkimi krokami i na dodatek konkurs z angielskiego, to jeszcze różaniec, bo ktoś wymyślił, ze bierzmowanie będzie w trzeciej klasie. I ksiądz serio myśli, że dam radę być codziennie? No chyba nie.


       Nieuchronnie zbliżają się urodziny mojej kochanej M. Jak zwykle nie mam pojęcia, co jej kupić. Chyba skuszę się na Dos! Green Day'a, kto wie. Ostatnio ciągle gada o tym, jak bardzo chciałaby mieć tę płytę.


11.10.2012

Jutro


Jutro zrobię ten cholerny plakat. 
Jutro nauczę się tych słówek na niemiecki.
Jutro zrobię porządek w szafie.
Jutro powiem rodzicom o tej jednej dwói z fizyki.
Jutro rano powtórzę na sprawdzian z polskiego.
Jutro pójdę do biblioteki i zapłacę za to przetrzymywanie książek.
Jutro pójdę na różaniec, po ten podpis.
Jutro poprawię rzuty piłką ręczną.
Jutro zgłoszę się do odpowiedzi z chemii.
Jutro zapytam o ten test z historii.
Jutro zapłacę za ćwiczenia z geografii.

Jutro zwalę wszystko na poniedziałek.

Chcę mieć silną wolę.
2.10.2012

"Crying off my face again"

       Nie powiem, zarąbiście rozpoczęty tydzień. Nie ma to jak lojalne przyjaciółki, cholera. Nie chce mi się żyć. Chyba daruję sobie jutro szkołę. A najgorsze jest to, że charakter mam jaki mam, i nie potrafię okazywać swoich uczuć. Potem cierpię i zamykam się w sobie. Mam ochotę wykrzyczeć im w twarz, co o nich myślę, ale pewnie i tak głos ugrzęźnie mi w gardle.


*
29.09.2012

Level #2


       Osiągnęłam nowy, drugi poziom w mojej karierze komputerowca niezaawansowanego, przenosząc się ze starego i trochę ryczącego komputera, na smukłego i łatwego w użyciu laptopa. Oczywiście nie jest nowy. Tak to już jest z nami, młodszymi dziećmi w rodzinie. Najczęściej dostajemy rzeczy po starszym rodzeństwie. Mój kochany brat w końcu zarobił tyle, by kupić sobie nowy "lepszy" sprzęt, więc ja dostałam tego samsunga. I kocham go z całego serca.
       Zmieniłam wystrój bloga i coś czuję, że ostanie się on tutaj na długo. Zakochałam się w tym zdjęciu.
       Jest sobota, jeden z najcudowniejszych dni w tygodniu, a ja powinnam zakuwać na konkurs z angielskiego. Tak, powinnam, ale najnormalniej w świecie mi się nie chce. Cholera, dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, że przez to moje lenistwo i odkładanie wszystkiego na później, wszystko, do czego dążyłam na wymianach uczniowskich we Francji i Niemczech poszło się paś. A ja, głupia, nie potrafię rozróżnić czasu Past Perfect Continuous od Simple. Bo po co, bo przecież jutro będę mieć czas.
       Chyba jednak powinnam zabrać się za te czasy. Ale jeszcze sprawdzę facebook'a...
21.09.2012

Oznaka dojrzałości

... duchowej.


       Wczoraj miałam pierwsze spotkanie, na których będziemy się przygotowywać do przyjęcia sakramentu chrześcijańskiej dojrzałości - bierzmowania. Nie jestem osobą nadmiernie wierzącą, nie chodzę do kościoła maniakalnie trzy razy w tygodniu, jakby to sobie moja babcia życzyła, i nie mam zamiaru tego robić nigdy. Do bierzmowania jednak idę. Dlaczego?

Kazali nam wyciągnąć karteczki i napisać, dlaczego chcemy przyjąć ten sakrament. Doooobra. Patrzymy na siebie i nie wiemy co mamy robić. Co napisać? Rodzice mi kazali? Bo bez tego nie będę mogła wziąć ślubu, być na nim świadkiem, albo chrzestnym jakiegoś maluszka? Bo babcia by się wstydziła na wsi pokazać, gdyż kochana wnusia nie przyjęła sakramentu? Wątpię, by ksiądz był usatysfakcjonowany takimi odpowiedziami. 
Co napisałam? Że uważam, że jestem już na tyle dojrzała, żeby w pełni uczestniczyć w życiu Kościoła. Tak, jasne.



Gdy tak patrzę na innych kandydatów do bierzmowania, widzę, że chyba nikt nie robi tego bo chce, bo wierzy w sens przyjmowania darów Ducha Św., bo naprawdę czuje się na tyle dojrzały, by być w pełni chrześcijaninem. 
Pewnie gdybyśmy mieszkali w mieście, ba!, w większej miejscowości, gdzie każdy nie zna się z każdym, większość z mojej grupy w ogóle nie przejęła się bierzmowaniem. Litości! Obserwowałam dzisiaj Martę, gotkę od siedmiu boleści wertującą Pismo Święte - bezcenny widok. Poza tym Inga, która ostatni raz w kościele była chyba przy swoim chrzcie. Do bierzmowania jednak idzie, bo co by na wsi powiedzieli!


Poza tym zadali nam 10 stron zadania domowego. Amen.

15.09.2012

Beztytuł #2

       Mimo, że ze złamanym palcem mogłabym coś zrobić, moja rodzicielka upiera się, żebym się nie nadwyrężała. Mam nie sprzątać, nie ruszać się, nie dychać. Tak więc siedzę sobie w swoim pokoju i śmiertelnie mi się nudzi. Kiedyś na blogu Lúthien wspomniałam, ze chyba też zrobię sobie notkę dotyczącą moich ulubionych piosenek. Przypomniał mi się jeden program, który leciał kiedyś na Vivie, gdzie gwiazdy przedstawiały top 10 piosenek, które coś dla nich znaczą.
       O nie, nie każę wam tego słuchać. Pewnie i tak wam się nie spodoba. To jedna z tych bezsensownych notek, które nie niosą ze sobą żadnego przesłania. Nie zanudźcie się za bardzo.


The All-American Rejects - Kids In The Street
Znam tę piosenkę od dość niedawna, Mary wpadła na nią słuchając MTV Rocks. Spodobała jej się, a jako że spędzamy ze sobą strasznie dużo czasu i ja zaczęłam w kółko jej słuchać. Może się wydawać zwykła, nie warta uwagi, ale gdy tylko ja słyszę zalewa mnie fala różnych wspomnień z tych wakacji. Mam sentyment.


Green Day - Holiday
Założę się, że chociaż kojarzycie tę piosenkę. Moi znajomi twierdzą, że chyba wszyscy kiedyś słuchali Green Day. A na tej piosence cierpi moja rodzina. Chyba nie przepadają za płytą "American Idiot" puszczaną na cały regulator w domu.


Coldplay - Viva La Vida
Jedna z moich ulubionych piosenek, która chyba nigdy mi się nie znudzi. Aż wstyd przyznać, że po raz pierwszy usłyszałam ją podczas oglądanie powtórek brytyjskiej wersji X-factora, gdzie swoją interpretację tej piosenki śpiewali chłopcy z znanego dzisiaj chyba na całym świecie One Direction. Posłuchałam oryginału i się zakochałam.


Florence + The Machine - Spectrum
Jestem chyba jedna z nielicznych osób, które wolą oryginał od remixu Calvina Harrisa.


Kings of Leon - Use Somebody
Tę piosenkę znają chyba nawet wielkie fanki gwiazdek Disney'a (nie, żebym coś do nich miała, co to to nie!). Chyba każdy potrafi ją sobie zanucić, czy słuchać jej w kółko aż do porzygu. Przynajmniej większość moich koleżanek (o chłopakach tu nie wspominam) zna Use Somebody. Mnie osobiście urzekł głos wokalisty <3


Brandon Flowers - Only The Young
Wokalista mojego ulubionego zespołu wydaje solowy krążek? No, to muszę sobie przesłuchać. I tak się zaczęła moja przygoda z singlami Flowersa z The Killers. To mój ulubiony.


Donkeyboy - Ambitions
jak to się wyraziła moja mama: "W życiu nie posądziłabym cie o słuchanie czegoś takiego!". Dla niej to jest dziwne, ale mnie się podoba. Słuchałam tego może rok temu, niedawno do tego wróciłam i znów często gości w głośnikach mojego komputera. Też przywołuje mnóstwo wspomnień, a ja lubię wracać czasami do przyszłości i wszystko sobie przypominać.


11.09.2012

"Wake me up in July", please!


       Mimo tego, że widzę wszystkie te znajome twarze, mimo, że jeszcze ciepło, mimo, że moja znienawidzona nauczycielka jest na zwolnieniu lekarskim, ja jestem nie do życia. Gdy tak teraz siedzę przed zadaniem z edukacji dla bezpieczeństwa i myślę o tym, że muszę jeszcze pouczyć się na biologię, to myślę: "sznur i na strych", chociaż wiem, że w liceum będzie gorzej, o wiele gorzej. Rezygnuję z myśli samobójczych i zabieram się za to cholerstwo. 
       Od dzisiaj jestem nie do końca sprawna. Inteligentna Irytacja zapomniała, jak się używa hamulca przy skuterku (brata xd). Na szczęście starej maszynce nic nie jest ("Elcia" jest nieśmiertelna, chwała Bogu), za to ja wylądowałam ze złamanym palcem na pogotowiu ratunkowym. Co do służby zdrowia - młodziutki lekarz zapytał, dlaczego tak mocno uderzyłam swojego chłopaka. Nie skomentowałam tego nijak, tylko posłałam złośliwy uśmiech. Niech sobie myśli, co chce.
       Co do szkoły - niestety, lewa ręka. Nie wymigam się od pisania jutrzejszej kartkówki z geografii. 
       Czy tylko ja mam już dość?


3.09.2012

Potęga "fejsa"


       http://besty.pl/1578114

       Zaczęło się, cholera jasna. Już mi się totalnie nie chce, ale co zrobić. Gdy pomyślę, ze muszę jutro stawić się na przystanku o 6.30, to mam ochotę uciec na drugi koniec świata.
       Tak sobie myślę, co ludzie zrobiliby bez telefonów, a szczególnie bez portali społecznościowych. Niby dałoby się jakoś przeżyć, niby to wcale nie potrzebne. Ale po dniu dzisiejszym dochodzę do wniosku, że taki portal to dobra rzecz, choć niektórzy się pewnie ze mną nie zgodzą.
       Taki Facebook, na przykład. Moja szkoła ma tam swoje "konto", dyrektorka, która jest bardziej obeznana w Internecie niż niejeden haker, zarządza nim, dodając jakieś nudnawe wpisy i tym podobne. Dzisiaj jednak zrobiła coś, czego w życiu bym się nie spodziewała. Zaraz po mszy i apelu wysłała nas do domu, bez żadnych spotkań z nauczycielami, nic! Wszyscy byli zdziwieni, nikt nie wiedział co się dzieje. Wszystko okazało się dopiero w domu, bo gdy weszłam na swoje konto na facebooku,  dostałam powiadomienie, ze pani dyrektor opublikowała plany lekcji i inne informacje właśnie tam, w Internecie. Nowatorskie, nieprawdaż? Świetny sposób na zaoszczędzenie czasu, nie powiem.
        
29.08.2012

Pierwszy beztytuł


       Nie wiem co ze sobą zrobić. Piękna pogoda, ciepło, a ja siedzę w swoim pokoju, z otwartym oknem, słuchając pisków mojej sąsiadki i jej kuzynki oraz muzyki (czytaj - jazgotu) dochodzącej z pokoju mojego brata. Z jednej strony może powinnam zadzwonić do Mary, przerwać jej oglądanie drugiego sezonu Magii Kłamstwa i wyciągnąć do sklepu na lody, ale najnormalniej w świecie mi się nie chce. Z drugiej strony może powinnam dać sobie dzisiaj spokój, obejrzeć po raz kolejny jakiś durny film albo poczytać. Nie wiem.
       A wiecie, co jest najgorsze? Że nawet jeśli z WŁASNEJ woli zostanę teraz sama, wieczorem będę płakać w poduszkę i mieć do siebie pretensje, że nie zadzwoniłam, nie wyszłam. 
       Już w poniedziałek wstanę o ósmej, pójdę na przystanek, pojadę do szkoły i zacznie się. A teraz? Wszystko chrzanię, choć doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że wcale nie chcę, żeby było tak, jak jest na dzień dzisiejszy. Czyli samotnie i do dupy.
24.08.2012

Nie mogę normalnie myśleć


       Wyobraź sobie taką sytuację... Idziesz sobie spokojnie ulicą, nikomu nie przeszkadzasz, około 22 w nocy, w kierunku placu zabaw, gdzie czeka na ciebie najlepsza przyjaciółka/przyjaciel. Idziesz sobie, idziesz, gdy nagle ktoś łapie Cię za ramię od tyłu, gdy odwracasz się, rozpoznajesz swojego byłego chłopaka, z którym rozstałaś się około pół roku temu. Chcecie pogadać, więc wysyłasz do osoby czekającej na Ciebie, że przepraszasz i że ze spotkania nici, bo spotkałaś swojego ex. Rozmawiacie o dupie Maryny i innych pierdółkach, gdy nagle dochodzi do niezbyt przyjemnego tematu, mianowicie z kim się aktualnie spotykacie. Mówisz, ze nie masz aktualnie nikogo, a on wyznaje że ma... chłopaka.
       Nie, żebyś była nietolerancyjna oraz już nic do niego nie czujesz. Ale, na miłość Boską!, Twój były chłopak jest gejem! 
       Rozmowa szybko się kończy, życzysz mu szczęścia. Biegniesz szybko do przyjaciółki/przyjaciela, wszystko mu wyznajesz, ona/on Cię pociesza, ale ty tego nie chcesz. Masz tylko cholerny mętlik w głowie. "Czy to przeze mnie stracił zainteresowanie dziewczynami?" Paranoja.

EDIT: 26.08.2012
Zmieniam szablony jak <pip>pojebana<pip>, ale nie potrafię się zdecydować. Mam nadzieję, że przy tym zostanę. 
20.08.2012

Matko, ratuj!


       JA. NIE. CHCĘ. DO. SZPITALA.  Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie. Nie! Chyba będą musieli mnie siłą ciągnąć. 
       Nie będę przechodzić jakiejś skomplikowanej operacji, nie będę leżała tam pół roku, nie będę odizolowana od świata (chwała amerykańskim planom obronnym zapasowego systemu łączności). Zaledwie jeden dzień, może nawet niecały, z czego 3/4 w poczekalni, czekając w milczeniu na swoją kolej. Zaledwie parę znamionek do wycięcia, i to w najmniej widocznym miejscu. No dobra, może widocznym, gdy ubiorę dwuczęściowy strój kąpielowy. 
       Może się teraz śmiejecie, przecież to nic takiego. Ale ja się śmiertelnie boję szpitali. A jutrzejszy dzień właśnie tam spędzę.
       A babcia chciała, żebym była lekarzem. Ne, ne, ne.
15.08.2012

Zmiana toku myślenia


       Wstałam dzisiaj rano i tak sobie myślę - co będę dzisiaj robić? Doszłam do wniosku, że muszę w końcu ruszyć tyłek i zacząć coś robić, a nie siedzieć całymi dniami przed komputerem albo z książką, tym bardziej, że dzisiaj nie pada deszcz. Wepchnęłam się bratu do samochodu i kazałam zawieź do centrum handlowego, po drodze zgarnęłam kuzynkę. Muszę przyznać, że braciszek nie był zadowolony, gdy poinformowałam go, że musi wytrzymać zemną tą godzinę w samochodzie. Jak dobrze być córeczka tatusia. 
       Teraz wróciłam, nie kupiłam oczywiście nic, co można zaliczyć do rzeczy potrzebnych. Moja kosmetyczka powiększyła się tylko o dwa dodatkowe lakiery do paznokci i pilniczek. 
       Dzisiaj mam zamiary troszkę zaszaleć i wyjść z domu. Może odwiedzę babcie, miała dzisiaj piec ciasteczka. Pójdę na mecz, posłucham komentujących wszystko i wszystkich starych dziadków, którzy chyba nawet nie wiedzą, na czym piłka nożna polega. Ale przynajmniej będzie ubaw. Mam nadzieję, że na Niego nie wpadnę. Zawsze na mecze chodziliśmy razem...
11.08.2012

Lajf ys brutal


       Może zauważyliście zmianę? Tak? To świetnie, bo tak już będzie przez najbliższy czas. Zrezygnowałam z hiszpańskiego, nie tylko na blogu, ale także z kursu. Szczerze mówiąc, tak myślę, że moja książka właśnie przemaka do suchej nitki (kartki?) gdzieś w piwnicy, już jej raczej nie użyję. I tyle wyszło z obiecywania sobie i innym. 
       Mary wyjechała na nieco spóźnione wakacje do ciotki, do miasta. Nie wiem, czy w ten sposób odpocznie, ale raczej nie łudzę się, że będzie ona leżeć plackiem na leżaczku, na balkonie, na 10 piętrze w dwunastopiętrowym bloku. Tak więc zostałam sama, bez jakichkolwiek planów, bez cholernego kursu, bez osoby, do której mogę buźkę otworzyć. Całe szczęście, mam tego bloga. No, i Mary wróci już w sobotę. Chyba bym się załamała, gdyby siedziała tam, no, na przykład do końca sierpnia.
       Wiecie co? Dzisiaj pada deszcz. Dawno nie padało. 
6.08.2012

Upał, upał, upał


       Pytanie na dziś. Czy w małym, nieklimatyzowanym pokoju, położonym na trzecim piętrze, bez wiatraków, można spać? Odpowiedź: nie. Dlatego też o godzinie 23:48 piszę posta zupełnie o niczym, nie zahaczając o różne niewygodne tematy, co pewnie zrobię, gdy będę myśleć odrobinę trzeźwiej. Może jutro będzie chłodniej?
       Ogólnie jakaś ostatnio dopada mnie chandra. Melancholijny nastrój nie opuszcza mnie nawet, gdy razem z tym Głupkiem, Mary, próbujemy, podkreślam, próbujemy! pływać w głębokim basenie, pieczemy babeczki i oglądamy 90210. Może mi przejdzie, gdy w tej dziurze zabitej dechami w końcu! coś zacznie się dziać? Na to się jednak nie zanosi. Najbliższa zabawa na osiemnastce Patryczka. Ciekawe, jaki będę miała limit...
       Jak Wy w ogóle radzicie sobie z nudą? Wiem, głupie pytanie, ale może pomożecie. Pamiętacie, jak pisałam, ze jak czegoś nie wymyślę, to umrę? 


3.08.2012

Nudzę się


       Z nudów aż zmieniłam szablon. Przyzwyczajajcie się. Nie wiem, jak tam Wam, ale mnie ten podoba się bardziej. Ja lubię niebieski. I lubię inność. Czy ktoś z Was widział kiedyś taki sweterek? 
       Poznęcałam się nad znajomymi. Przeczytałam w JEDEN dzień CAŁĄ książkę. ("Kwiaty na poddaszu", szczerze polecam, o ile ktoś lubi czytać dramaty psychologiczne ze związkami kazirodczymi w tle). Skończyłam trzeci sezon "Kości" (oglądam na internecie), obejrzałam jeden odcinek "Tajemnicy Amy" na MTV i "Co na to tato?" na Vivie. Mary uznała że już mi bije. A prawda jest taka, ze jeśli zaraz nie wymyślę sobie jakiegoś zajęcia, to chyba umrę.
       Tak. Lubię nowego Justina Biebera. Nie pytajcie. Po prostu kocham tę piosenkę.



1.08.2012

Stara bieda nową goni

Tumblr_m82k6znrsc1r9luheo1_500_large

       Nigdy, przenigdy, nigdy, nigdy nigdy, nigdy nie oskarżyłabym się o to, że na początku sierpnia będę tęsknić za szkołą. Nigdy, nigdy! A teraz? Chciałabym, żeby był już wrzesień, żebym mogła wstawać co rano i zapieprzać na przystanek, sterczeń parę minut na zimnie, gnieść się w autobusie i marznąć na lekcjach siedząc pod samym oknem, słuchając monotonnego głosu nauczyciela historii. I rozmawiać. Z kolegami, koleżankami, nauczycielkami, sprzątaczkami i konserwatorem, sekretarkami, pedagogiem. Mam dość siedzenia samej w skromniutkich czterech ścianach, słuchając jazgotu przedzierającego się przez ściany z pokoju brata, marudzenia mamy, odgłosów meczów siatkówki, których nagrania i powtórki mój tata mógłby oglądać bez przerwy. Ja. Tęsknie. Za. Szkołą. Może nie za nauką, co to, to nie. Ale za szkołą strasznie.
       Idiotka, idiotka, idiotka. 
       Dzisiaj przyjdzie moja najlepsza przyjaciółka, Marty. Ona już nią nie jest, rozmawiałam z Nią. (Szkoda gadać). Tak więc Marty i ja będziemy oglądać Projekt X. Jakoś tak nas ostatnio natchnęło na oglądanie głupich filmów. 




27.07.2012

Bardziej lub mniej dołujące


       Może miało mi to pomóc, może bardziej zdołować, ale rzeczywiście coś się zmieniło, coś w moim nastawieniu, myślę jednak że nie potrwa to długo, maks do jutra. Zawsze tak mam, ciągle sobie powtarzam, ze wezmę się w garść i zrobię coś ze swoim życiem, jednak jak na razie te moje wewnętrzne jęki nie działają. Może powinnam wytatuować sobie na czole napis "Ogarnij w końcu dupę!"? Haha, jasne!
       Co tak wpłynęło na moje samopoczucie? Koleżanki (w tym Ona, z którą swoją droga nie zdążyłam pogadać sam na sam) namówiły mnie na wypad do kina na premierę filmu Step Up 4 Revolution. Nie wiem czy zdążyliście obejrzeć, czy w ogóle się na niego wybieracie, jednak nie chcę jak na razie nic zdradzać. Mogę tylko powiedzieć, że jest to moja ulubiona część, nie tylko ze względu na wygląd głównego bohatera (Mmmm <3). A te moje przemyślenia? Może w końcu zacznę ćwiczyć, może powinnam zacząć uczyć się tańczyć, może zacznę słuchać dziwnych remix'ów? Wiecie, co do tego Skrillex'a... Wcale nie słucham dupstepu. Szczerze, nawet nie przepadam za tego rodzaju "muzyką", choć mojej mamie to przypomina piłę maszynową. Jednak po tym filmie nabrałam ochoty na takie nuty, choć, jak wspominałam, pewnie do jutra przejdzie. 
       Dobra, dobra, nie zamęczam i zanudzam. Podsumowując polecam gorąco ten film. Myślę, że może się podobać, a te ich ruchy, tańce! Poezja. Mogę zdradzić sekret, no mogę? Pojawił się Moose, muszę przyznać że na niego czekałam!



25.07.2012

Wbrew oczekiwaniom


       No, druga notka, a ja zaczynam od wielkiego problemu, ale właściwie po to założyłam tego bloga. Żeby móc się komuś wygadać, czy też wypłakać w rękaw. Więc nadstawiajcie.
       Pora na wzruszająca historię z moim, wcale nie bezpośrednim udziałem. Od pewnego czasu przyjaźnię się z pewnym chłopakiem z klasy. Jest ode mnie starszy, sami możecie się domyślić dlaczego. Nie znaczy to wcale, że jest głupi, co to to nie. Od przedszkola za to przyjaźnie się z moją sąsiadką, której wygląd zwala z nóg. Poznali się oczywiście, Ona i On. Z początku Ona nie była pewna swoich uczuć, nie wiedziała, czy to co czuje to przyjaźń, czy coś więcej. On od pewnego czasu szaleje wręcz za nią. Wczoraj w końcu się zdecydowała, ale nie było to spotkanie zbyt romantyczne (w tle ja i nasz kolega). Postanowili się spotkać i porozmawiać jeszcze raz, dzisiaj. Z jednej strony to wszystko dzięki mnie, moim bezustannym radom i namowom. Z ciężkim sercem muszę przyznać, że w samym środku tych zawirowań rozpadł się i mój związek, co wielce odbiło się na moim samopoczuciu... Dzisiaj mam Ją odprowadzić pod Jego dom, gdzie mają się spotkać. Co w tym nadzwyczajnego, że postanowiłam napisać o tym tutaj? 
       Ach, no tak. Ja Go chyba kocham.
       Ale co z tego, Ona jest piękna, szczupła, może wszystko, bo wszyscy znajomi wchodzą jej wręcz do tyłka. A ja? Szkoda gadać. Dzisiaj okaże się wszystko. Już nie mogę się doczekać...

EDIT(23.00). I wszystko już wiadomo. Chyba rozpadam się na kawałki...



24.07.2012

Decyzja zapadła


       Pisanie o sobie pominę, z racji tego, że czynność ta sprawia mi wiele kłopotów. Musiałabym wszystko dokładnie przemyśleć, a przyznaję się bez bicia, że blog ten powstał w wyniku spontanicznej decyzji. Trudno uwierzyć, że od blogowania można uzależnić się tak bardzo, że aż po dwóch latach wróci się do tej czynności z uśmiechem na ustach, mówiąc "Ach, teraz będzie lepiej, nie zawalę tego!".
       Jestem wielką fanką podziwiania ludzi, którzy potrafią pisać o wszystkim z dystansem. Wiem, dziwnie ubrałam to w słowa. Czasami mam problemy z tworzeniem ładnych, wytwornych zdań, więc musicie zadowolić się tym. Wracając do mojej tezy, mam nadzieję, że nie pozwolę sobie na łzawe opowieści o tym, jakie to moje życie jest do dupy. Jakby coś, zwróćcie mi uwagę. Nie lubię, gdy ludzie słuchając, bądź też czytając co mam do powiedzenia, przewracają oczami i myślą "Kobieto, i co mnie to obchodzi?".
       Nie powinnam się zbytnio rozpisywać. Zaznaczę tylko, że nie przepadam za spamem, tak więc możecie być pewni, że zostanie on usunięty w trybie natychmiastowym. Zaczynam mówić jak moja nauczycielka polskiego. 


Layout by Yassmine