29.09.2013

27.09.2013 | I know that we'll be safe and sound


       Upłynął już prawie miesiąc? Naprawdę?! No cóż, nie wiem kiedy ten czas przeleciał mi między palcami, jak to się stało, że to już prawie koniec września, miesiąc szkoły za nam... Pak, przybyłam by ponarzekać na ten czas, i na nową szkołę, i na masę nauki, i na brak czasu na cokolwiek, a już na pewno na blogowanie. Smutne ale prawdziwe. Dopiero jakoś tak w ten weekend naszło mnie, by się do Was odezwać, zakomunikować, że żyję i mam się dobrze, pomijając lekkie niewyspanie. I naaawał zadań domowych. A trzeba było iść do technikum.
       Z tego co się orientuję sporo z blogerów opuściło w tym roku mury gimnazjum i poszło dalej, być może nawet teraz to czytacie, więc pytam. I jak? (W sumie to pytanie mogę zadać każdemu licealiście - jaki był pierwszy rok?) Bo ja, mimo całego zachwytu nad samym budynkiem szkoły i nad ludźmi, nad profesorami i ich zwracaniem się do uczniów per pan/pani, nad tym całym uczuciem dorosłości, powiem jedno - nauki jest strasznie dużo. Okej, poszłam do jednego z najlepszych liceów w powiecie, ale czy to znaczy, że mają tak pędzić z materiałem, żeby nie dać nam czasu choćby na ODETCHNIĘCIE? W każdym bądź razie mam nadzieję, że tak jest tylko na początku. Nie mogę się już doczekać, gdy pójdę do drugiej klasy i będę się uczyła tego, czego naprawdę chcę się uczyć. Bo przedsiębiorczość już mi nosem wychodzi. 
       Koniec mojej jakże dobijającej przemowy, pora odrobić zadanie z polskiego. 




       Kurde, nie chce mi się... Ładny mam szablon? <3
       Założyłam sobie konto na We Heart It, nie wiem czy coś takiego posiadacie, ale jeżeli chcecie, to wbijajcie. Link u góry, w zakładce WE HEART IT :)


2.09.2013

2.09.2013 | 'Cause everything is never as it seems when I fall asleep



       Napiszę coś, czego spodziewa się każdy. Coś, o czym pisali pewnie wszyscy blogerzy w wieku do 19 lat. Coś, o czym nikt pewnie nie chce nawet myśleć. Dziś zaczęła się szkoła. Jeeeeej!

       Pierwszy dzień w liceum mam już za sobą. Nocy nie przespałam, rano myślałam, że chyba zwymiotuję, w auli trzęsłam się jak osika, co pewnie dało się zauważyć podczas przysięgi, gdy trzymałam rękę wyciągniętą do przodu. Ale przeżyłam. Poznałam swoją nową klasę, pierwsze wrażenie wypadło świetnie. Mam nadzieję, że się jakoś dogadamy, może trochę lepiej niż moja klasa w gimnazjum. 
       Nawet nauka się jeszcze nie zaczęła, a mnie się już po prostu nie chce uczyć. Poza tym nadal nie dotarło do mnie, że jutro muszę tak wcześnie wstać, że nie mogę już spać do tej 11, że nie mogę chodzić spać o pierwszej w nocy. Czas nie tylko na zaaklimatyzowanie się w szkole, ale też na przyzwyczajenie się do nowego, szkolnego trybu życia. No cóż, byle do wakacji! :))

9.08.2013

9.08.2013 | life will pass me by if I don't open up my eyes


       Mam dosłownie świra na punkcie kotów. Nie tylko tych prawdziwych, ale tych narysowanych! No błagam, czyż ten tłusty kociak nie jest uroczy? :D

       A tak na poważnie, obudziłam się dzisiaj z ogromną chęcią do napisania czegoś na blogu. Wczoraj  naszło mnie na zmianę szablonu, co zresztą już pewnie zauważyliście. Strasznie mi się podoba ten motyw Paryża, tylko odrobinę drażni mnie fakt, że szablon jest bardzo przesunięty w lewo. Niestety Wioska Szablonów nie wykonuje zamówień, więc jakbyście znali jakieś szabloniarnie (?), które wykonują na zamówienie takie proste szablony, to byłabym wdzięczna za podanie linku czy nazwy. :)
       Nawet nie wiem, kiedy minęła mi ta połowa wakacji. Więcej niż połowa. Codzienna rutyna jest troszkę dobijająca, gdy się jeszcze z boku patrzy na byłe najlepsze koleżanki, które świetnie się bawią po klubach i dyskotekach bądź też popijają sobie ukradkiem martini na poddaszu. Skąd to wiem? Bezczelnie się tym chwalą. No cóż, mnie zostały codzienne kąpiele w ogrodowym basenie z Mamuśką i chyba jedyną dobrą koleżanką która mi została oraz popijanie lemoniady i zajadanie lodów pistacjowych. Właściwie bałam się że będę się bardziej nudzić, ale pewnie nie mam co narzekać. Właściwie to strasznie współczuję ludziom mieszkającym w blokach, jak np. moja kuzynka, która żeby się choć troszkę ochłodzić w te gorące dni musi zapieprzać na drugi koniec miasta, na publiczną pływalnię. 
       W lipcu, dokładnie 24-ego minął dokładnie rok od założenia (właściwie od pierwszej notki) cyrku. Zakładając tego bloga nie myślałam, nawet nie marzyłam, że dotrwam tak długo, biorąc pod uwagę to, że moje poprzednie blogi nie pobijały rekordów, jeżeli chodzi o długość "życia" w blogsferze. Nie pozostaje mi nic, jak podziękować Wam za to że odwiedzacie, czytacie i komentujecie moje wypociny. Oby do następnej rocznicy! :))
       Jeszcze wracając do spraw dotyczących strony technicznej mojego cyrku, link do komentarzy jest teraz u góry, nie u dołu. Zaznaczam, gdyby ktoś jeszcze nie zauważył, a chciał skomentować. :) Poza tym w menu u samego dołu bloga, pod statystyką, znajduje się button do Bloglovin', gdzie można mnie (mojego bloga!) zaobserwować. Słyszałam, że ma zniknąć opcja "Obserwatorzy", więc zalogowałam się tam. Zainteresowani - klikać. :* 

Trzymajcie się, Kochani!
30.07.2013

30.07.2013 | Z powrotem w klimacie umiarkowanym


       Wróciłam załamana. Jestem bledsza od koleżanki, która spędza wakacje w Polsce. Miało być ciepło i słonecznie, miałam wrócić tak ciemna, jakbym dopiero co wróciła z szychty na kopalni a tu dupa. Szczerze powiedziawszy u nas jest cieplej niż w Lloret. Zastanawiam się nad solarium. :( 
       Ale przynajmniej pozwiedzałam. Odpoczęłam od wszystkiego. Poznałam parę całkiem w porządku ludzi. I zrobiłam zdjęcia, które zaraz wam pokarzę. :)) Z góry przepraszam za jakość, ale zdjęcia były robione na szybko, telefonem.

Po pierwsze muszę zaznaczyć, że jeszcze nim dotarliśmy do Hiszpanii, zahaczyliśmy o Monako i Cannes. Było ciepło jak cholera, oczywiście odbiły mi się na skórze spodenki i bokserka. Na szczęście później to odrobinę wyrównałam. Mieliśmy czas na odpoczynek na plaży. <3 W samym Monako strasznie drogo, po ulicach jeździły same lamborghini, bugatti, mini i bentley'e. Luksus i przepych, kiedyś będę tam mieszkać. Co do Cannes, byliśmy tam w środku nocy, chyba tylko na 15 minut. W McDonald's. Totalne marnotrawstwo.


Jeżeli chodzi o Lloret de Mar, większość czasu spędziliśmy na plaży, wieczorami na mieście. Wszędzie pełno młodych ludzi, głównie Niemców, a co drugi Hiszpan próbował cię zaciągnąć do jakiegoś klubu. Strasznie szybko do wszystko zleciało, 6 dni na odpoczynek do zdecydowanie za mało, ale co poradzić...




Co do Barcelony, piękna. Chyba tylko tyle napiszę. Byliśmy pod kościołem Sagrada Familia, w Parku Güell, na Camp Nou, niestety nie było mnie stać na wejście do środka, więc byłam tylko w oficjalnym sklepie Barcy, w porcie, na wzgórzu Montjuic oraz przy La Font magica, czyli magicznych fontannach.





Nie wiem, czy ktoś z Was był w Gardalandzie we Włoszech, jak nie to już tłumaczę. Jest to park rozrywki, w którym zatrzymaliśmy się w drodze powrotnej. Moją pierwszą karuzelą było Blue Tornado. Do teraz jestem pod wrażeniem, że się wtedy na to zdecydowałam. Nigdy więcej. :D
13.07.2013

13.07.2013 | Zestresowana


       Jutro rano wyjeżdżam do Hiszpanii na dwa tygodnie. Nie będzie żadnych notek, ale to właściwie nic dziwnego, nie dodaję tutaj moich bazgrołów zbyt często. Mimo że są wakacje i cierpię na nadmiar wolnego czasu. Teraz pytanie. Czy tylko ja stresuję się przed koloniami? Bo chyba zaraz umrę z bólu brzucha... W każdym bądź razie życzcie mi, żeby trafili się fajni ludzie. I opiekunowie. Mam nadzieję że nie będzie to zmarnowane 12 dni :)


29.06.2013

29.06.2013 | Początek czegoś nowego


       Bez wielkiego szumu, bez płaczu, bez wzruszeń, z uśmiechem na ustach i paskiem na świadectwie ukończyłam gimnazjum. Trzy lata śmiechu i przypałów, ciągłych odwiedzin szkolnego pedagoga na lekcjach wychowawczych, beznadziejnych wycieczek. Bywało nieciekawie, tu ktoś się kłócił, tu komuś dokuczali. Ale dopiero wczoraj wieczorem zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo będę za tą moją klasą tęsknić. I za resztą szkoły też. Nawet za nauczycielami, niektórymi oczywiście. Mimo wszystko to były piękne trzy lata...
       Wakacje! Najcudowniejsza pora roku, rozpoczynająca się moimi urodzinami, później Hiszpania i cały ten kolonijny szał. I choć jeszcze miesiąc temu strasznie na ten wyjazd narzekałam, to teraz cholernie się cieszę, że nie spędzę całych wakacji w domu oglądając od początku wszystkie sezony Plotkary czy House'a. Jednak nim wyjadę mam zamiar poleżeć do góry brzuchem, nareszcie przeczytać parę dobrych książek i poopalać nogi (o ile pogoda na to pozwoli). Totalny chillout. Należy nam się za ten rok ciężkiej pracy. :)
       Jeszcze parę dni poprzejmuję się troszkę moim liceum, do którego papiery grzecznie złożyłam i z niecierpliwością czekam na wyniki rekrutacji. Mam nadzieję że z moimi ocenami się dostanę, właściwie nie wypadłam najgorzej. Byle do piątego lipca.



► Day 14 - A picture of something you wish you were better at

Wiem, wiem - wakacje. Ale ja naprawdę chciałabym być lepsza z fizyki. Błagam, niech nowy nauczyciel sprawi, że polubię i pojmę ten przedmiot!
22.06.2013

22.06.2013 | Jest dobrze



       Dla mnie wakacje już się zaczęły we wtorek. Po tym całym zdawaniu matematyki na piątkę, po wystawieniu ocen i konferencji, po wynikach egzaminów gimnazjalnych, z których jestem straaasznie zadowolona, nareszcie mam święty spokój. I naprawdę nie rozumiem, dlaczego trzymają nas w tej szkole aż do czwartku, kiedy to trzecioklasiści kończą uroczyście szkołę. Ale okej, niech im będzie. Przyszły tydzień to właściwie pikuś. Jakieś szkolne zawody, sprzątanie klasy, poniedziałkowe ognisko z wychowawcą i środowa wycieczka do muzeum w Oświęcimiu. Już tam byłam, ale i tak wybieram się jeszcze raz. Musicie wiedzieć, że w przyszłości będę tam pracować (moje skryte marzenia vol I). Siedzę sobie w swoim pokoju na drugim piętrze, w stroju kąpielowym, z wiatrakiem włączonym na największe obroty, popijając kawę mrożoną zgapioną z reklamy Jacobs. Na dworze tak praży, że chyba nigdzie dzisiaj nie wyjdę, mimo że brat próbuje namówić mnie na zakupy. Z jednej strony sama bym ich potrzebowała, bo kolonie zbliżają się wielkimi krokami, a ja nie mam kompletnie nic, co mogę zabrać. Jednak leń chyba zwycięża, biorę się za kolejny odcinek Hannibala.
       Są tu jacyś trzecioklasiści? Jak poszły egzaminy? ;)


► Day 13 - Your favorite song lyrics
2.06.2013

2.06.2013 | Żyję



       Dawno mnie tu nie było, i pewnie nadal by mnie tu nie było, gdyby nie Eule, która jednym króciutkim komentarzem strasznie mnie zmotywowała do naskrobania czegoś, co nie będzie kolejnym dniem 30-day challenge.  Strasznie Ci dziękuję, bo sama chyba bym się w życiu za to nie zabrała. :*
       Dobra, kto wymyślił poloneza? Nie, wróć. Kto wymyślił, żeby tańczyć poloneza na komersie pod koniec gimnazjum? Ta osoba musiała strasznie nie lubić trzecioklasistów. Jestem już po komersie, po całym tym polonezie i innych rzeczach, których wolałabym jednak uniknąć. I naprawdę nie chcę widzieć filmu, który nagrał kamerzysta. Kochana Irytacja musiała wręcz popełnić jakiś błąd. Mam nadzieję, że kamera ujęła całego poloneza tak, by ta gafa nie była widoczna. Gdyby nie to, całą zabawę można by opisać jako świetną. Bo naprawdę wszyscy doskonale się bawili. Fryzura w miarę mi się trzymała, makijaż nie spłynął, sukienka nie potargała się. Nawet nauczyłam się tańczyć, bo wcześniej zbyt mało uczestniczyłam w tego typu zabawach, by nabyć tej umiejętności.
       Papiery do szkoły już złożone, i jednak nie będę dojeżdżać. Miałam iść do szkoły w mieście, dojeżdżać autobusem, a po lekcjach, czekając na kurs, obżerać się najlepszymi lodami na świecie. Zmieniłam zdanie, wybrałam całkiem inne liceum, bardziej nowoczesne (?), do którego spokojnie mogę dojeżdżać na rolkach bądź rowerem. W okolicy nie ma może nic poza fast-foodem, żadnych cukierni czy lodziarni, ale będę musiała to jakoś przeżyć. Moja figura i portmonetka będą zachwycone.
       Obiecuję, obiecuję, obiecuję, że notki będę dodawać częściej. I będę bardziej aktywna. I będę dodawać notki, które coś wniosą do Waszego życia, a nie, tak jak ta, zanudzać Was. I wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Dziecka. Wiem, że za późno, przepraszam.

Wiecie, że zostało tylko 26 dni? <3

9.05.2013

9.05.2013 | Day 11



       Day 11 / Your favorite cartoon/anime/TV show

Nadszedł czas na kolejny dzień tej zabawy, czyli moje ulubione kreskówki i programy TV. Z góry piszę, że anime nie będzie, ponieważ nie jestem fanka tego typu seriali.

Mam dwie ulubione kreskówki. Pierwsza z nich, oglądana swego czasu na Disney Channel, to Brenda i Pan Whiskers. Bajka opowiadała o suczce, Brendzie, oraz nieokiełznanym króliku, Whiskersie, którzy wypadli z samoloty i znaleźli się na bezludnej wyspie, gdzie przeżywali różne zabawne przygody. Gdy tak teraz o tym pomyślę, to wcale nie było jakoś specjalnie wspaniałe, jednak mam straaaaszny sentyment do tej bajki. Z reguły oglądałam to z młodszym kuzynem, który swoją drogą zawsze okropnie mi przypominał tego królika. W każdym bądź razie, byłabym zachwycona, gdyby to znowu leciało na Disney'u . Wiem, jestem dziecinna, ale strasznie lubię wracać do takich rzeczy. 


A moją drugą ulubioną kreskówką jest (fanfary) Scooby Doo. Jejku, bajka mojego dzieciństwa. Chyba nie muszę tłumaczyć o co dokładnie chodziło, grupka przyjaciół - Fred, Daphne, Velma i Kudłaty, oraz ich pies, Scooby Doo rozwiązują kolejne zagadki detektywistyczne, łapią duchy i potwory. Pamiętam, jak strasznie płakałam, gdy wieczorem na Cartoon'ie leciały dwa odcinki pod rząd, a mama kazała mi iść spać. Miałam nawet taką koszulkę z krótkim rękawem ze Scooby'm, to był mój ulubiony ciuszek.

Ulubiony program telewizyjny? Liczą się seriale? Jeśli tak, to na pewno mogę zaliczyć tutaj Dr House'a, Kości, Dextera, Plotkarę, Pamiętniki Wampirów i Słodkie Kłamstewka. Nie oglądam polskich seriali, jedyny który serio lubiłam to Brzydula...
3.05.2013

3.05.2013 | Day 10



       Day 10 / A picture of something that has change your life

Gdybym posiadała książki o Harrym Potterze, to dodałabym własne zdjęcie, jednak musiałam się posłużyć stronką We Heart It. Mimo że książek nie posiadam, czytałam wszystkie części po trzy razy, wciąż i wciąż z tym samym zapałem i zainteresowaniem, jak za pierwszym razem. Nie pamiętam, kiedy to dokładnie było, wiem jednak że były to któreś wakacje, gdy chodziłam jeszcze do podstawówki. Od zawsze byłam maniakiem jeżeli chodzi o czytanie książek, połykałam (i do dziś połykam) je dziesiątkami. Mama przyniosła mi Harrego Pottera z pracy, pożyczyła od syna jakiejś swojej koleżanki. Tak minęły mi wakacje. Na czytaniu Pottera.
Jak to zmieniło moje życie? Po pierwsze, odkryłam blogi. Wtedy jeszcze Onet, który działał bezproblemowo. Pierwszym blogiem, którego czytałam (i pamiętam to do dziś) był blog o Lily i Jamesie Potterach. Znam nawet adres! [KLIK] Oto pierwszy przeczytany przeze mnie blog. Teraz wygląda dziwnie, kiedyś był ciemny, a po bokach były zdjęcia i opisy głównych bohaterów. 
Potem poszło już z górki. Czytałam coraz więcej blogów z opowiadaniami, nie tylko potterowskimi, aż w końcu trafiłam na pamiętniki i dzienniki. Minęło już tyle czasu, a ja wylądowałam tutaj.
Po drugie, odkryłam moje hobby - pisanie. Miałam nawet bloga z opowiadaniem! Usunęłam go jednak, muszę przyznać, że był beznadziejny. Zajęłam się pisaniem pamiętnika, pierwsze na Onecie, choć pewnie i tak nikt nie kojarzy, bo istniał bardzo krótko. Teraz mam mój cyrk na kółkach, i jestem z siebie strasznie dumna, że to już prawie rok. 

Gdyby nie Potter, na pewno by mnie tu teraz nie było. For me, it will never be just a story.  

28.04.2013

28.04.2013 | Po wszystkim, nareszcie


       Egzaminy skończyły się już w czwartek, a ja piszę dopiero teraz. Pogoda była tak piękna, że aż żal było przebywać przed komputerem i pisać notki na blogu. Dopiero dzisiaj, gdy leje jak z cebra, zmusiłam się do napisania czegoś.
Nie mam zamiaru zbytnio rozpływać się nad tymi całymi testami. Pewnie i tak już wszyscy tym dosłownie rzygają, przynajmniej ja wszędzie widzę aksoloty meksykańskie, które okazują się płazami, oraz obraz z powstania listopadowego, które nie jest styczniowym, mimo że śnieg. Ogólnie to poszło mi chyba dobrze, jestem zachwycona tym, jak łatwa była matematyka. Teraz tylko trzeba troszkę poczekać na wyniki, choć wcale mi się nie spieszy. Musze zacząć sprawdzać, od kiedy trzeba składać papiery do "moich" szkół. Teraz to już tylko tym się martwię, bo moje gimnazjum wyznaje zasadę, ze po egzaminach nie robimy już nic. Szczerze mówiąc my, trzecioklasiści, powinniśmy kończyć rok szkolny już w kwietniu. Po co nas trzymać tak długo? 
Aha, i jeszcze powodzenia maturzystom. Moja znajoma umiera ze strachu, ale zamiast się uczyć robi wszystko inne...

       Day 8 / A picture of you and your friends

Pozdrawiam pewnego Głupka, który nie chce, by jego twarz pojawiła się na tym blogu. 
Po lewej ja, po prawej ten Głupek.

       Day 9 / A picture of your handwriting

I ta jakość <3

18.04.2013

18.04.2013 | (Finally) Day 7

Bardzo lubię tą piosenkę, choć możecie uważać, że to co najmniej dziwne.
Muszę nadrobić ten film.


Przychodzę z dniem siódmym, nareszcie. Idzie mi to jak krew z nosa - wstyd przyznać. Mam nadzieję, ze już w najbliższym czasie uda mi się tą zabawę nadrobić. Pewnie większość już to pokończyła. 
       
       A "What's in my bag" post

Tak więc, jak widać na załączonym obrazku (świetnej jakości, swoją drogą), posiadam średniej wielkości jasnobrązowa torbę na ramię, kupioną na jakiejś przecenie w Takko. Co w niej noszę - mało tego. Portfel z House'a - standard, pewnie każdy nosi ze sobą portfel, osobiście nienawidzę, gdy drobne walają mi się po kieszeniach czy po torbie. Kluczyki z Myszką Minnie, zawieszka ta jest starsza od większości rzeczy, jakie posiadam. Okulary przeciwsłoneczne - od niedawna. Nareszcie mogę je zakładać, zima uszami mi już wychodziła. Mały notesik i czarny cienkopis. Uwielbiam pisać cienkopisami. Perfum (o ile można to tak nazwać) w kulce, taki maleńki - dostałam go na Mikołajki bodajże, ale dopiero od jakiegoś czasu go używam. Mały słoiczek z błyszczykiem do ust - kupiony po taniemu u koleżanki, która jest konsultantką Oriflame, tylko ze względu na swój cynamonowo-jabłkowy zapach. Tradycyjnie także książka, moje "Rozmowy z katem" Moczarskiego. Idzie w ruch w busie, którym dojeżdżam do szkoły. Na koniec chusteczki. Co jeszcze, a czego tu nie ma? Telefon, którym robiłam to zdjęcie, tabletki na migrenę, maleńka kosmetyczka, parasolka, czasami butelka z wodą. 

I jeszcze coś! Nareszcie wymieniłam mojego starego samsunga na zupełnie nowego! Planowałam to już od Bożego Narodzenia, ale dopiero po bierzmowaniu miałam na tyle pieniędzy, by go sobie zafundować. Zdjęcie u góry to pierwsza fotka, jaką zrobiła moja nowa komórka. Granatowy <3

Coraz bliżej egzaminy. Przeżyłam już dwa napady paniki xD


13.04.2013

13.04.2013 | Po niezamierzonej przerwie


       Długo mnie nie było, z miesiąc chyba. Trochę się zmieniło, choć ciągle narzekam na naukę i brak czasu na cokolwiek. Jestem wykończona, ale już nie mogę doczekać się egzaminów (jeszcze dokładnie 9 dni, nie licząc dzisiejszego). Potem to już hulaj dusza, piekła nie ma. Byle tylko na świadectwie widniały dobre oceny. Jak na razie znam tylko jeden wzór fizyczny. Mam dziwne przeczucie, że na teście nie będę nic potrafiła zrobić. A potem - jak dobrze pójdzie - ogólniak. Nowi ludzie, nowe otoczenie. Mam nadzieję - nowa ja. Bo w tej się już duszę. Chcę już nowy rok szkolny. Albo chociaż wakacje. Mam dość gimnazjum.


       Jedyny plus, to to, że miałam już bierzmowanie. Nie jestem już zmuszana do ciągłego chodzenia na spotkania czy do kościoła. Przez ostatni czas robiłam to nawet częściej niż te wszystkie mohery  z pierwszych ławek. Nie, żebym była niewierząca, no ale bez przesady! W końcu mam święty spokój. 
       Znów nie napisałam nic sensownego, raczej kolejna notka w stylu "jakie to moje życie jest do dupy". Obiecuję poprawę. Chociaż następna notka też będzie nie najciekawsza, mam zamiar zaliczyć kolejny dzień zabawy, czyli co trzymam w torebce. Chcę w końcu przez to przebrnąć. A, i muszę szybko nadrobić czytanie i komentowanie Waszych notek. Hmm, miło wrócić do blogowania, choć minął tylko miesiąc.
2.03.2013

2.03.2013 | Day 6

Oj tam, trochę popowe.

       Your favourite movie/s
Łatwiej  byłoby wybrać serial niż film, bo te oglądam zaskakująco rzadko. Wolę oglądać po raz kolejny ostatni odcinek Plotkary, albo powtórki 90210. Jednak mogę powiedzieć, że moim najulubieńszym filmem, który mogłabym oglądać i oglądać jest August Rush (znany też chyba jako Cudowne dziecko). Może się wydawać, że film jest przesłodzony, a talent chłopaka wyolbrzymiony, ale chyba to właśnie najbardziej w tym lubię. 



       Zjadłam knoppersa. Miałam nie jeść słodyczy. Brzydzę się siebie. Tyle byłoby z obiecywania sobie gruszek na wierzbie. Ale podczas porządków w garderobie znalazłam stare rolki. Po dogłębnym badaniu stwierdziłam, ze stopa wcale mi nie urosła, a ja nadal potrafię na rolkach jeździć. Od poniedziałku przeznaczam minimum pół godziny na jazdę, o ile pogoda pozwoli. Muszę jeszcze tylko kogoś do tego namówić, bo samej to nudno.
       Jeszcze dwa tygodnie temu byłam zachwycona faktem, że wakacje spędzę w domu. Na kolonie czy obozy mnie wcale nie ciągnie, nie lubię poznawać nowych ludzi. Samotnica ze mnie. Za granicę z rodzicami nie pojadę, w zeszłym roku myślałam ze umrę z nudów. O ile jeden tydzień leżenie na plaży plackiem można znieść, to drugi to już męczarnia. Wracając do początku, byłam zachwycona, jednak moja szanowna Mama wszystko zepsuła, zapisując mnie na kolonie do Hiszpanii. Nawet nie zapytała, czy chcę jechać akurat tam, akurat z tym idiotą, moim ex-kumplem, synem swojej koleżanki! I ona serio myśli, że to coś da. Przecież od razu się rozdzielimy.  Czasami mam wrażenie, że moja rodzina żyje nadal 2009 rokiem, kiedy jeszcze się przyjaźniliśmy... Jadę, kurna, do Hiszpanii. Jupi.
17.02.2013

Day 5 / wybór nie tak prosty



       Piosenka kojarzy mi się tylko z jednym. Pocałunek Damona i Eleny! <3

       Z góry zaznaczam, że czekałam na dzień piąty ze względu na moją miłość do literatury. Myślę sobie - żadna filozofia wybrać parę książek, które lubię najbardziej i napisać dlaczego. Jaka jestem naiwna! 
Trochę mi to zajęło, ale wybrałam te najulubieńsze. Z wszystkich książek, jakie w życiu czytałam. Troszkę się tego nazbierało. Swoją drogą byłabym wdzięczna, gdybyście mi coś w komentarzach polecili. Po odwiedzeniu biblioteki doszłam do wniosku, że czytałam już chyba wszystko. Wybieram się w tym tygodniu do miasta, więc zahaczę pewnie gdzieś w poszukiwaniu czegoś wartego uwagi.

Your favourite book/s

1) Uprowadzona - Lucy Christopher

Ta historia mogła się przydarzyć każdej dziewczynie. Tak, tobie też. Lotnisko. Oczekiwanie na przygodę. Przystojniak, który proponuje ci kawą. A po chwili jesteś na końcu świata, zdana na łaskę i niełaskę porywacza.
Czy przetrwasz?
Czy wrócisz do swojego życia?
A co będzie, jeżeli się zakochasz??
Zwabiona dobrymi recenzjami przeczytanymi w Internecie, zachęcona przez intrygujący opis i namolną bibliotekarkę, sięgnęłam po tę książkę i przeczytałam... jednego wieczoru. Po pierwsze, urzekła mnie narracja. Książka jest napisana w formie listu, którego nadawcą jest główna bohaterka, a adresatem jej porywacz. Po drugie, postaci! Muszę przyznać, że autorka nieźle je wykreowała, świetnie ukazała targające nimi uczucia i emocje. Zdecydowanie nie jest to banalne, mdławe romansidło. Książka naprawdę warta polecenia. Zdecydowanie mogę ją nazwać moją ulubioną.

2) Kwiaty na poddaszu - Virginia C. Andrews

Wciągająca opowieść o rodzinnych tajemnicach i zakazanej miłości. Szczęśliwą z pozoru rodzinę Dollangangerów spotyka tragedia - w wypadku samochodowym ginie ojciec. Matka z czwórką dzieci zostaje bez środków do życia i wraca do swego rodzinnego domu. Niezwykle bogaci rodzice mieszkający w ogromnej posiadłości, wyrzekli się córki z powodu jej małżeństwa z bliskim krewnym, a narodzone z tego związku dzieci uważają za przeklęte. W tajemnicy przed dziadkiem rodzeństwo zostaje umieszczone na poddaszu, którego nigdy nie opuszcza. Dzieci żyją w ciągłym strachu, a odkrycie, jakiego dokonuje najstarszy brat, stawia rodzeństwo w obliczu nieuniknionej katastrofy.
Książka zaczerpnięta z biblioteczki mojej babci, która kupiła ją (później kolejne jej części) za namową mojej starszej kuzynki. Również przeczytana jednym tchem, a myśl, jaka zawitała w mojej głowie po zamknięciu tej książki to: Trzeba albo coś takiego przeżyć, albo mieć nieźle w czubie, żeby coś takiego wymyślić. Dlaczego ta książka znalazła się w moich ulubionych? Bo nigdy nie czytałam innej, która wywarłaby na mnie takie wrażenie. O dalszych częściach nie wspomnę... 

Co jeszcze mogłabym dodać do moich ulubionych pozycji? Pewnie Przeżyłam Oświęcim Krystyny Żywulskiej,  ze względu na moją fascynację Holocaustem. Dzieci z Bullerbyn Astrid Lindgren, moja najukochańsza lektura, do której zaglądałam jeszcze z trzy razy. Cała seria o Harrym Potterze J.K.Rowling, która odmieniła moje życie i sprawiła, że znalazłam się na blogosferze (to długa i całkiem interesująca historia xD). Oczywiście Opowieści z Narnii C.S.Lewis'a, do których mogłabym ciągle wracać. Kamienie na szaniec Aleksandra Kamińskiego, kolejna lektura, którą czytałam niedawno. Nie przypominam sobie nic więcej. A może coś by się jeszcze znalazło. Ostatnio Pretty Little Liars Sary Shepard, ale to tylko dla odprężenia, odskoczni od świata sprawdzianów i kartkówek. 

Oj, długie mi to wyszło!

13.02.2013

Day 4 / beztytuł



       Kolejny beztytuł efektem niezbyt wybujałej wyobraźni, jeżeli chodzi o wymyślanie tytułu notki. I nudów, i tego, że są ferie, a mnie się nie chce robić nic, co wcześniej zaplanowałam. Ale nie narzekam, sama już wcześniej wiedziałam, że tak to będzie wyglądać. Jedyne, co udało mi się zrobić przez te kilka dni, to przeczytanie dwóch (!) rozdziałów lektury. Idzie mi to jak krew z nosa. A tak lubię czytać.


Your 5 fovourite quotes

       Ha!, ulubione cytaty. Aż pięć. Wiedziałam, że wypełniając po kolei te wyzwania w końcu nastanie problem. I oto on. Bo chyba nie mam aż pięciu ulubionych cytatów. Jedyne, co mi przychodzi na myśl to to: 
Ani połowy spośród was nie znam na­wet do połowy tak dob­rze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lu­bię o połowę mniej, niż zasługujecie. - J.R.R. Tolkien
No, to zdecydowanie jest mój ulubiony. Taki prawdziwy,  taki dotyczący mnie. Co jak co, ale muszę się jeszcze przyznać, że nie cierpię twórczości Tolkiena*. Zaczęłam czytać Hobbita, ale zrezygnowałam już po kilku kartkach. Uznałam, że zacznę od Władcy Pierścieni, ale tego też nie dokończyłam. Nawet filmów nie widziałam. Nie pojechałam też na wycieczkę organizowaną przez szkołę na premierę tego nowego filmu "Hobbit: Niezwykła podróż". A podobno był świetny.

       Czy do cytatów zalicza się naprawdę krótki wierszyk? 

Nie widziałam Cię już od miesiąca.
I nic. Jes­tem może bledsza,
Trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca,
Lecz wi­dać można żyć bez po­wiet­rza.
- Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Zakochałam się w nim w pierwszej klasie gimnazjum, gdy wisiał sobie nad tablicą w sali humanistycznej.

I to by było na tyle.
Ferie, błagam, nie kończcie się. Nigdy.


Wielki Post. Postanawiam nie jeść słodyczy. 

* - żeby nie było, nie chciałam nikogo urazić, czy obrażać fanów, naprawdę! 
9.02.2013

Day 3 / obiecanki


       Nareszcie. Nareszcie! Po długim czasie narzekania i zazdroszczenia wszystkim wokoło, śląskie doczekało się ferii. Może i teraz tego nie odczuwam tak bardzo, ale poniedziałek będzie piękny. I pewnie nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła sobie w pamięci listy tego, co muszę zrobić podczas tych dwóch tygodni laby. Porządek w pokoju, pakowanie wszystkich książek i innych paści do pudeł (Zamierzam przemalować sobie pokój, no i inwestuję w nowe meble.  Odkąd mój szanowny brat postanowił się wynieść rodzice postanowili zrobić remont domu.), nadrobienie zaległości, przeczytanie książki po angielsku na konkurs. Chciałam też porobić troszkę powtórek do egzaminu, cholera, to już w kwietniu! Ale co mi z tego wyjdzie? Nic, jak zawsze. 

------------------------------------------------------------------------------------
A screenshot of your desktop

       Kliknij, żeby powiększyć. Ta-daaaam! Oto mój pulpit. Totalny bajzel, wszystko wymieszane, nic nie pochowane w folderach, no, może zdjęcia. Sama mam problem ze znalezieniem jakiegoś programu, jedynie simsy się odznaczają. Jest ciemny, bo nie lubię, jak jest jasny. Nic interesującego, doprawdy. 
3.02.2013

Patrzcie, jakie cudne!


Film jest nieupubliczniony, więc nie mogę go tu dodać.
Musicie wejść sobie w link. I love it.



31.01.2013

Day 2 / come to theater



       Day 2. Zdjęcie biurka? No, miałam mały dylemat, czy chodzi o mebel, czy raczej o to, co na nim aktualnie posiadam. Zresztą i to, i to jest moim skromnym zdaniem średnio interesujące. Jak widać, pseudo się uczę biologii, siedząc w tym czasie na facebook'u i pożerając wiśniową milkę.  Przypomniał mi się suchar, który walnęła dzisiaj moja przyjaciółka. 
"Ej, Bejbe, wiesz, dlaczego anorektyczka choruje na depresję? No, nie wiem... Bo ma JELITO GRUBE! Haha?"
       Bardzo pracowity tydzień. Na szczęście się już kończy, na szczęście jeszcze trochę i  te moje wymarzone ferie! Byle do 11.02! 
       We wtorek przekonałam się, jak trudno jest nie spalić ciastek. Nie wiem, czy wiecie, ale mój talent kulinarny ogranicza się do ugotowania herbaty i zrobienia jajecznicy. Raz spaliłam kisiel. Kisiel! A we wtorek? Ja i moje koleżanki zostałyśmy zmuszone do upieczenia 60 ciasteczek maślanych na szkolną degustację potraw świata. Te ciasteczka to francuskie. W każdym bądź razie, zajęło nam to więcej niż przypuszczałam, co na pewno zaowocuje jedynką z kartkówki z fizyki, którą miałam w środę. Ale ciasteczka = challenge accepted. 
       Chociaż dzisiaj mogłam odpocząć. Szanowna pani polonistka zabrała wszystkie dzieciaczki z klas trzecich do teatru! Jeee! Kij z tym, że jakieś "Ballady i romanse", kij z tym, że nudne jak barszcz. Ważne, że nie trzeba było iść do szkoły, no i mogłam wstać sobie o godzinie 9. Wydaje mi się, że tak czy siak 1/4 przedstawienia przespałam, bo jakoś mam dziwną dziurę w pamięci. Jednak i tak jestem zadowolona. 
       
       Mam dziwne wrażenie, że jutro będziemy na polskim pisać jakieś karne streszczenie albo reportaż. Tylko chłopcy z naszej szkoły są na tyle bezczelni, żeby "przez przypadek" włączyć będą cycki, będzie pompa pod koniec spektaklu.

http://www.youtube.com/watch?v=ijvCJrFuYzU
Layout by Yassmine